wiry.png
wiry.png
z historii parafii
PARAFIA RZYMSKO-KATOLICKA
p.w. św. Michała Archanioła w Wirach

 

1984-2002

Ks. biskup Józef Pazdur oraz ks. Stanisław Pluta - kwiecień 1994r.
     Ksiądz Stanisław Pluta przybył do parafii Wiry w czerwcu 1984 roku. Funkcję proboszcza przejął po księdzu Władysławie Pelcu. Msze św. odprawiał w kościele parafialnym w Wirach oraz w niedziele w filialnym w Gogołowie. W Wirach odprawiane były po południu wszystkie nabożeństwa: Droga Krzyżowa, majowe, czerwcowe, różańcowe i roraty. Roratom ksiądz Stanisław nadał szczególny charakter. Na początku nabożeństwa wszystkie światła w kościele były zgaszone. W całkowitej ciemności śpiewane były teksty, które rzadko można spotkać w innych kościołach: "Niebiosa spuśćcie nam swą rosę" Następnie pieśń "Archanioł Boży Gabriel" oraz "Chwała na wysokości", podczas której zapalano wszystkie światła. Następnie rozpoczynała się msza św. Przez kilka ostatnich lat na środku kościoła w szeregu stały dzieci z zapalonymi lampionami. Takim wstępem rozpoczynała się również Pasterka. We wszystkich nabożeństwach obowiązek uczestnictwa miały dzieci szkolne. Otrzymywały wtedy okolicznościowe obrazki. W maju pierwsze ławki zarezerwowane były dla dzieci przystępujących do pierwszej Komunii świętej. Była to zawsze klasa druga Szkoły Podstawowej. Pierwsza Komunia święta miała miejsce w niedzielę Zesłania Ducha Świętego. Przez kolejne dni dzieci uczestniczyły w tzw. Białym tygodniu. Rocznica Pierwszej Komunii odbywała się o tydzień później. Tu również obowiązywał Biały tydzień. Nabożeństwa te były celebrowane bardzo uroczyście a kościół i plac wokół pięknie udekorowany. Do właściwego przeżywania tego święta, przez wiele miesięcy wcześniej, dzieci przygotowywała siostra Aniceta Kuczek, ucząca również religii klasy młodsze. Ćwiczyła okazjonalne pieśni, wierszyki, czytania mszalne, uczyła przystępowania do pierwszej spowiedzi, opracowywała przebieg uroczystości. Przed Pierwszą Komunią spędzała w kościele całe dnie. Wszystko dopracowane było w najdrobniejszym szczególe i przebiegało bardzo sprawnie. Boże Ciało obchodzono równie podniośle. W to święto kościół zawsze wypełniony był po brzegi. Najpierw uroczysta Msza św., a następnie procesja do czterech ołtarzy, które od wielu lat przygotowywały te same rodziny, przy swoich domach. Pierwszy ołtarz znajdował się przy domu pani Bagińskiej, kolejny przygotowywali państwo Marciniszyn, następnie państwo Katarzyna i Kazimierz Żygadło i ostatni pani Władysława Żygadło, która przez wiele lat sprzątała również w kościele. Na zakończenie, już w świątyni śpiewano uroczyste Te Deum i po błogosławieństwie rozchodzono się do domów. Równie uroczystym dniem był 26 sierpnia- Święto Matki Boskiej Częstochowskiej. Msza święta odprawiana była o godzinie 21. Rozpoczynała się Apelem Jasnogórskim i procesją, której trasa wiodła uliczką wokół szkoły i drogą wracała do kościoła. Wszyscy ludzie uczestniczyli w niej niosąc zapalone świece. 29 kwietna 1994 roku parafię nawiedził obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. J ego przyjęcie poprzedziły długie przygotowania: rekolekcje, spowiedź, a także porządki w świątyni i całej wsi. Obraz przybył z sąsiedniej miejscowości Mysłaków, a w uroczystości brali udział wierni z wielu pobliskich parafii. Po Apelu Jasnogórskim o godzinie 21 zostały wyznaczone dyżury dla poszczególnych wsi, aby przez całą noc odbywało się czuwanie. Z Wir Obraz odjechał do Pszenna. W parafii trzy razy do roku odbywała się spowiedź generalna: przed Wielkanocą, Bożym Narodzeniem i odpustem. Dzieci szkolne przystępowały do spowiedzi również na początek i zakończenie roku szkolnego. Pierwszego września święcono przybory szkolne. W roku 2001 ksiądz Proboszcz przeprowadził remont elewacji plebanii. Budynek został otynkowany i pomalowany w kolorach piaskowych. W czerwcu 2002 roku w kościele parafialnym ksiądz biskup Edward Janiak udzielił sakramentu bierzmowania młodzieży z Wir, Wirek, Tąpadła i Gogołowa. Z uroczystością tą połączono obchody 30-lecia kapłaństwa Księdza Proboszcza Stanisława Pluty. W roku 2001 przy dużym poparciu Księdza Proboszcza w parafii utworzono Katolicką Szkołę Podstawową Caritas Archidiecezji Wrocławskiej. Placówce nadano imię Jana Pawła II. W sześcioklasowej szkole uczy się ponad 100 dzieci z parafii i z okolicznych miejscowości. 22 grudnia 2002 roku Ksiądz Proboszcz Stanisław Pluta ciężko zachorował i od tej pory (po wyjściu ze szpitala) przebywa w Domu Księdza Emeryta we Wrocławiu.

Wspomnienia spisała Pani Jadwiga Kulik  

Nawiedzenie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej - 29 kwietnia 1994r.
Kościół w Wirach w 1994 roku.

1945-1984

OBSŁUGA KOŚCIOŁA I PLEBANII

     Blisko Kościoła w małym domku mieszkały dwie niemieckie zakonnice, które nie wyjechały razem z wysiedlonymi rodzinami niemieckimi. Jedna z nich mówiła po polsku. One sprzątały i ubierały Kościół, zajmowały się kościelną bielizną. Wiosną 1948 roku przyjechali pracownicy UB, wszystkie rzeczy sióstr załadowali na ciężarówkę, zabrali siostry i gdzieś wyjechali. Kościelnym od 1946 roku był ojciec organisty, pan Władysław Kuta, a kwiatami ubierała kościół pani Tekla Szydełko. Władysław Kuta codziennie bardzo punktualnie dzwonił na Anioł Pański, rano o godzinie 6-tej, w południe o 12-tej, wieczorem o 18-tej. Po zadzwonieniu rano porządkował kościół aż do rozpoczęcia Mszy świętej o godzinie 7-mej. Do większego sprzątania kościoła zaganiał swoje dzieci, miał ich ośmioro, ministranci czyścili trzy razy w roku lichtarze, krzyże i inne przedmioty z mosiądzu lub srebra. Często przed Mszą świętą ćwiczył, uczył i przepytywał ministrantów; rygor trzymał jak w wojsku. Był służbistą , wszystko musiało przebiegać jak w zegarku. Po odejściu pana Władysława Kuty prawą ręką Księdza przy pracach wybitnie męskich byli: pan Jan Marciniszyn z Wir, pan Stanisław Kołodziej z Tąpadła i pan Paweł Rubaszewski z Wirek. Przywożenie choinek lub brzózek z lasu, ustawianie, ubieranie żaróweczkami, ustawianie i umocowywanie gotowych dekoracji, przynoszenie i ustawianie elementów żłóbka - wszystko to należało do nich, byli gotowi na każde zawołanie. Komitet Kościelny składał się z kilku osób z każdej wsi (Wiry, Wirki i Tąpadła). Trzech komitetowych, po jednym z każdej wsi musiało być na każdej Mszy świętej. W czasie każdej Mszy przebywali w zakrystii. Jeden z nich zbierał datki na tacę, pieniądze przeliczali komisyjnie i wypisywali kwit, na którym musiały znaleźć się trzy podpisy. Takie wymagania stawiał Urząd Skarbowy w Świdnicy. Każdego roku w styczniu Ksiądz Pelc woził księgę kasową i segregator z kwitami za ubiegły rok do Urzędu celem sprawdzenia i naliczenia podatku. Pranie i prasowanie bielizny kościelnej odbywało się na plebanii przez panią Annę Marciniszyn - żonę Tomasza i Pasternakową - żonę Pasternaka. Gospodynią na plebanii była pani Filomena Lemowa, która przyjechała z Księdzem Pelcem z Winnik. Była teściową brata Księdza. Pracowała na probostwie 21 lat, zmarła 1967 roku. Po jej śmierci funkcję gospodyni przejęła jej córka, pani Władysława Kutowa, żona organisty, która z rodziną (mężem i czwórką dzieci) mieszkała na plebanii do śmierci Księdza Władysława Pelca. Po odejściu pana Władysław Kuty sprzątała i ubierała kościół pani Teresa Sochacka, a gdy zrezygnowała, po niej przejęła sprzątanie pani Maria Pasternak, siostra Pasternaka. Pan Julian Pasternak opiekował się cmentarzem - kopał groby i kosił trawę. Kwiatami i bielizną kościelną zajmowały się od roku 1964 do 1984 roku panie: Filomena Lemowa, Władysław Kutowa i Jadwiga Kulik. Jadwiga Kulik wykonywała również na większe uroczystości wszystkie dekoracje kościoła od 1950 do 1984 roku, potem tylko dwie: na 25-lecie kapłaństwa Księdza Proboszcza Stanisława Pluty i w roku 1994 na przyjęcie Obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej. Od jesieni 1984 roku do końca 2001 stawiała w kościele kwiaty, a po śmierci Marii Pasternak, sprzątała również kościół pani Maria Żygadło. Ksiądz Pelc płacił miesięczną pensję organiście - panu Stanisławowi Kucie, pani Teresie Sochackiej i pani Marii Pasternak. Opłacał również za nich składki ubezpieczeniowe. Reszta osób pracujących w kościele robiła wszystko chętnie i z oddaniem bez zapłaty.

KOŚCIÓŁ I KSIĄDZ PROBOSZCZ WŁADYSŁAW PELC

Ks. Władysław Pelc i ks. biskup Andrzej Wronka - maj 1959r.
     Po wojnie pierwszym proboszczem parafii Wiry był Ksiądz Władysław Pelc. Funkcję tę pełnił od wiosny 1946 do czerwca 1984 roku. Urodził się 26 V 1913 roku w Łańcucie w rodzinie robotniczo-chłopskiej. Jego ojciec był kolejarzem, posiadali też trochę ziemi. Rodzice mieli siedmioro dzieci. Była to rodzina pobożna, ciesząca się szacunkiem. Ksiądz Władysław Pelc ukończył szkołę podstawową i gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Łańcucie, studia z tytułem magistra na Uniwersytecie Jana Kazimierza wy-dział Teologii we Lwowie. Święcenia kapłańskie otrzymał dnia 26 VI 1938 roku w Katedrze Lwowskiej z rąk Ks. Arcybiskupa Bolesława Twardowskiego przed obrazem Matki Boskiej Łaskami Słynącej, przed którym król Jan Kazimierz klęcząc obrał za Królową Polski. Lwowska Kuria Arcybiskupia skierowała go jako kapłana wikariusza do Winnik- miasteczka odległego 9 km od Lwowa, gdzie proboszczem był ks. Antoni Saczyński, który zmarł w 1941 roku, a ks. Wł. Pelc został mianowany administratorem. Na parafii Winniki pracował 8 lat. Rozpoczął - oprócz duszpasterskiej - pracę charytatywną. Wspomagał biednych materialnie i prowadził kuchnię dla głodujących, a zagrożonych kierował na przechowanie do rodzinnego domu w Łańcucie. Pracę jego z tamtych czasów ocenił ks. Biskup Wincenty Urban przemawiając na 25-lecie Kościoła tymi słowami: "Robiliśmy wtedy wszyscy bardzo dużo, ale jemu nikt nie dorównał." Podczas jednej z wypraw, by zdobyć trochę produktów do kuchni, udał się do zakonników oddalonych 4 km od Winnik, którzy uprawiali duży ogród, został aresztowany przez gestapo. Jak sam mówił, zdarzył się cud, tylko jego jednego po kilku dniach wypuszczono na wolność, reszta aresztowanych została wywieziona do obozu koncentracyjnego. Po wojnie, gdy tamte ziemie znalazły się w rękach Sowietów, na rozkaz władz ostatnim transportem opuścił Winniki, zabierając ze sobą szaty liturgiczne, monstrancję i liturgiczne naczynia. Monstrancja przez długi czas służyła kościołom w Wirach i Gogołowie. Ksiądz biskup Milik, administrator apostolski na diecezję Wrocław, w czerwcu 1946 roku jako administratora parafii Wiry - Mysłaków posłał księdza Pelca. Rozpoczął on pracę duszpasterską jeszcze za bytności Niemców. Na probostwie zastał księdza Paula Elsnera, przypadkowo goszczącego w Wirach, który za nic nie odpowiadał. Ksiądz Pelc musiał zaczynać od zera. Nie zastał nic z naczyń liturgicznych, tylko trochę szat i kilka sztuk bielizny kościelnej. Parafianie których zastał to przybysze z różnych storn Polski. Większość przybyła z Kresów Wschodnich, z województw: lwowskiego i tarnopolskiego, trochę z Polski centralnej, parę rodzin z Wileńszczyzny i kilka rodzin autochtonów. Był to zlepek różnych naleciałości mówiący różnymi dialektami mowy polskiej, różniący się bardzo obyczajami - ale wszyscy wierzący w Boga. Połączył wszystkich kościół i Ksiądz Proboszcz Władysław Pelc. Dzięki temu po kilku latach parafia stanowiła jedność wspólnoty. Do 15 VII 1958 roku, do czasu objęcia parafii Mysłaków przez ks. Henryka Fiłonowicza, obsługiwał cztery kościoły, a przez krótki okres - pięć. Odprawiał po jednej Mszy świętej w każdym kościele w niedziele i święta. Były to kościoły: parafialny w Wirach, filialny w Gogołowie; parafialny w Mysłakowie, filialny w Zebrzydowie i piąty w Szczepanowie. Nieszpory w każdą niedzielę były odprawiane tylko w Wirach o godz. 16-tej. Inne nabożeństwa, jak majowe, czerwcowe czy różańcowe - wieczorem. W Mysłakowie nabożeństwa wieczorne prowadziła żona kierownika szkoły, nauczycielka Janina Szczepańska. Ona też przygotowała dwójkę upośledzonych dzieci do Pierwszej Komunii Świętej. Przez wiele lat jeździł do kościołów i szkół jednokonną otwartą bryczką, do Gogołowa woził ze sobą monstrancję w futerale. Zawsze jeździł z nim organista pan Stanisław Kuta. W ciągu tygodnia uczył w siedmiu szkołach religii - w Wirach w szkole zbiorczej; w jednoklasówkach - w Tąpadle, w Gogołowie i w Kątkach; w cztero-klasówkach - w Wirkach, w Mysłakowie i w Zebrzydowie (7klas). W połowie lat pięćdziesiątych kupił samochód, stary gruchot opel kadet, który pozwalał na szybszy dojazd do kościołów. Samochód ten stał się również karetką pogotowia dla mieszkańców Wir. Najbliższa pomoc lekarska znajdowała się w Świdnicy, trzeba było dowieźć tam chorego, a jedynie ksiądz miał samochód. Nikomu nie odmówił. Przy remoncie kościoła w Wirach w 1959 roku otworzono za ołtarzem sejf, w którym schowana była przez proboszcza niemieckiego monstrancja. Znaleziona oddana została kościołowi w Gogołowie, przywieziona z Winnik służy do dziś kościołowi w Wirach. Przez wszystkie lata duszpasterstwa (1946-1984) łożył koszty na kształcenie jednego seminarzysty, który po święceniach kapłańskich odprawił w tutejszym kościele Mszę Świętą Prymicyjną.
Z parafii Wiry powołania zakonne miały: s. Beata Szydełko Bernardynka, s. Jolenta Fałat - Elżbietanka, s. Bernadeta Żygadło - Prezentka i s. Lucyna Rakoczy - Prezentka; powołania kapłańskie - ks. Adam Dereń. W roku 1953, w tym czasie, gdy aresztowano Prymasa Polski, zabrano też ks. Wł. Pelca. Wywieziono do Warszawy, trzymano w areszcie przez cały tydzień, zmuszając do współpracy i podpisania zgody zostania księdzem patriotą. Obiecywano i straszono. Ksiądz nie podjął polemiki, milczał. Nic nie podpisał i nie odezwał się do nikogo słowem. Po tygodniu odwieziono go do domu. Przez jakiś czas potem miał silną nerwicę przełyku i żołądka. Był wielokrotnie wzywany do Powiatowej Rady do Resortu Wyznań, by wysłuchiwać pogróżek i wyzwisk i znosić wymachiwania pięścią. Tu też odpowiadał milczeniem. Na początku lat pięćdziesiątych pierwszym wizytującym i udzielającym sakramentu bierzmowania w Wirach był J. E. Arcybiskup Bolesław Kominek. Po nim kilkakrotnie odwiedził parafię Wiry wizytując i udzielając sakramentu bierzmowania ks. Biskup Andrzej Wronka. W tym czasie dzieci przyjmowały Pierwszą Komunię Świętą w trzeciej klasie, a będąc już po Pierwszej Komunii Świętej mogły przyjąć sakrament bierzmowania. Najczęściej wizytującym lub tylko odwiedzającym był ks. Biskup Wincenty Urban.
Co mogą powiedzieć parafianie o swoim proboszczu kanoniku księdzu Władysławie Pelcu i o jego 38-letniej pracy duszpasterskiej w Wirach? Cechowała go prostota, wielka skromność i bezinteresowność. Był bardzo pracowity, obowiązkowy, sprawiedliwy i odpowiedzialny. Dobry kaznodzieja - jego homilie były mądre, logicznie zbudowane, oszczędne w słowa, bogate w treść - zmuszające do myślenia, trafiające do uczuć. Specjalnym kultem darzył Matkę Boską. Był zapraszany do głoszenia kazań do wielu kościołów. Mądry i odpowiedzialny spowiednik. Nie znosił fałszu i obłudy. Nigdy nie posługiwał się pochlebstwem ani szukał ludzkiej pochwały. Nigdy nie dziękował nikomu za uczestnictwo w nabożeństwie, uważał to za spełniony obowiązek. Był bardzo oszczędny w wyrażaniu pochwał i podziękowań. Był bardzo wymagający - wymagał od innych, ale siebie też nie oszczędzał. Szykany władz, warunki i nadmiar obowiązków zniszczyły mu zdrowie. Mimo zmagań z długoletnią chorobą, przezwyciężał słabość i do końca swego życia w miarę sił służył. Oddany parafii. Nikomu nie ubliżył. Szanował w ludziach ich godność. Rozumiał rolnika i jego pracę. Gościnny, ludzie chętnie korzystali z jego zaproszeń. Stołował robotników pracujących przy remoncie kościoła. Doskonale zorientowany w polityce międzynarodowej, zagorzały słuchacz radia "Wolna Europa". Uczciwy i prawdomówny. Dnia 26 VI 1988 roku obchodził 50-lecie kapłaństwa. Do uświetnienia jubileuszu przyczynił się ks. dziekan Kazimierz Jandziszak z kościoła M. B. Królowej Polski w Świdnicy. Do asysty we Mszy świętej przywiózł swoich dwóch wikariuszy obdarzonych dobrymi głosami, przywiózł swój chór z organistą, zamówił obrazki, przygotował kazanie. Ksiądz Pelc z wręczonych przez parafian w darze 50 tys. złotych, 30 tys. od razu podczas uroczystości ofiarował księdzu dziekanowi Jandziszakowi na budowę kościoła. Po zakończonej uroczystości w kościele Ksiądz Jubilat zaprosił księży na przyjęcie na plebanię, a dla chóru było przygotowane na sali.
W dwa lata później 6 VIII 1990 roku zmarł. Żegnały go rzesze ludzi z parafii z Wir i Gogołowa, z Mysłakowa i Zebrzydowa. Uczestniczyło dużo księży z sąsiednich kościołów i ze Świdnicy. W pogrzebie wziął udział ksiądz biskup Rybak. Wykonawcami testamentu byli ks. dziekan Kazimierz Jandziszak, gospodarz z Wir - pan Władysław Winiarz i pan Marek Kuta. Do odczytania testamentu z ambony ks. Wł. Pelc wyznaczył ks. K. Jandziszaka. Pochowany został pod murem koło kościoła.







UROCZYSTOŚCI I NABOŻEŃSTWA

     W pierwszym roku po wojnie po raz pierwszy w parafii Wiry polskie dzieci przystąpiły do Pierwszej Komunii Świętej. Było to 15 września 1946 roku. Przez całą Mszę stały parami wzdłuż kościoła. Ubrane były przeważnie w ciemne, szare, znoszone ubrania i stare buty. Skupione twarze dzieci i uroczysta powaga mówiły o ich niezwykłym przeżyciu. Po Mszy św. Ksiądz Pelc zaprosił pierwszokomunijne dzieci na plebanię, gdzie czekało na nie przygotowane śniadanie. Kontynuował to do 1984 roku, czyli do czasu, kiedy przestał być proboszczem. Od początku września 1946/47 roku chórek dzieci szkolnych z klas V, VI, VII, prowadzony przez nauczycielkę śpiewu wykonywał na chórze lub przed balaskami trzy pieśni na dwa głosy - na wejście, podczas Komunii św. i na koniec Mszy św. Wszystkie rozpoczęcia i zakończenia roku szkolnego były poprzedzone Mszą o godzinie 8-mej. W kościele w Wirach uczestniczyły dzieci ze szkół Wiry, Wirki i Tąpadła. Dalsze uroczystości odbywały się na terenach szkół. Po szkolnych imprezach ksiądz zapraszał do siebie na plebanię na poczęstunek wszystkich nauczycieli z parafii Wir i Mysłakowa. Podczas Świąt Wielkanocnych w Wielki Czwartek i Wielki Piątek adoracja trwała do godziny 22-giej. W Wielki piątek, od przeniesienia Pana Jezusa do Grobu, wraz z adorującymi trzymało wartę przy Grobie po dwóch strażaków z Ochotniczej Straży Pożarnej z Wir i Tąpadła. Ubrani byli w mundury i czapki strażackie, w rękach trzymali karabiny - wiatrówki, stali na baczność. Zmiana warty odbywała się z musztrą jak przy Grobie Nieznanego Żołnierza. W Wielką Sobotę czuwanie trwało od 10-tej rano, cały dzień i całą noc, aż do Rezurekcji. Z biegiem lat, gdy starsi wierni zaczęli się wykruszać, adoracja stawała się coraz krótsza. Brak hartu ducha, słabsze zdrowie, czy płytsza wiara? W Wigilię Bożego Narodzenia Pasterka i powitanie Nowego Roku było Mszą o godzinie 24-tej. Wieczorem w Sylwestra - uroczyste nabożeństwo dziękczynno-błagalne pożegnania ubiegłego roku. Śpiewano "Przed oczy Twoje Panie, winy nasze składamy" i Suplikacje. Ksiądz Proboszcz przedstawiał wiernym sprawozdanie z ruchu ludności w parafii i składał roczne rozliczenie pieniężne.
Nowy zwyczaj wprowadzony przez ks. Pelca - po Mszy św. śpiewano: stojąc - w zwykłe niedziele - "My chcemy Boga" - dwie zwrotki. W okresie Wielkanocnym - "Ciesz się Królowo Anielska" - trzy zwrotki. W czasie Bożego Narodzenia - ostatnia zwrotka "Podnieś rękę Boże Dziecię". Klęcząc - w czasie Wielkiego Postu "Któryś za nas cierpiał rany" - trzy razy. W Adwencie - "Niebiosa rosę". W czasie śpiewania nikt nie wychodził z kościoła.
Nieszpory, Gorzkie Żale i Droga Krzyżowa odprawiały się w Wirach o godzinie 16-tej. Zawsze Kościół pełen ludzi. Na Gorzkich Żalach kazanie tak mocne, że łzy dławiły gardło. Droga Krzyżowa bardzo uroczysta. Ksiądz i ministranci z krzyżem i dwoma świecami, a za nimi ludzie szli od stacji do stacji śpiewając po jednej zwrotce pieśń "Rozmyślajmy dziś", potem ksiądz odczytywał modlitwę, odmawiano "Ojcze nasz", "Zdrowaś Mario" i "Któryś za nas cierpiał rany". I dalej następna zwrotka pieśni w czasie przejścia do następnej stacji, itd. Do sakramentu pokuty przystępowała cała ludność parafii trzy razy w roku: spowiedź wielkanocna, przed Bożym Narodzeniem i przed odpustem. Niektórzy praktykowali spowiedź raz w miesiącu.
Misjonarz i ks. Władysław Pelc - lipiec 1964r.
W roku 1963 odwiedził każdą rodzinę w parafii obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Towarzyszył temu pewien rytuał. We Mszy św. o godzinie 7-mej brała udział cała rodzina. Obraz stał podczas Mszy na tabernakulum. Po Mszy ksiądz zdejmował obraz z ołtarza i wręczał głowie rodziny. Uroczyście był przenoszony do domu i ustawiany na możliwie najpiękniej przygotowanym ołtarzyku. Rodzina i kto miał czas, modlili się i adorowali obraz. Pod wieczór schodziła się prawie cała wieś. Ksiądz proboszcz i organista przybywali o 19-tej do każdej rodziny w parafii. Ksiądz odmawiał cząstkę różańca, a po odśpiewaniu kilku pieśni maryjnych, odchodził do domu. Reszta ludzi z organistą zostawała i zaczynało się śpiewanie do godziny 23-24. Potem modlitwa i pożegnanie Matki Boskiej Częstochowskiej pieśnią "O Maryjo żegnam Cię". Przy Obrazie zostawała rodzina. Czuwała jak długo mogła, niektórzy całą noc. Rano o godzinie 6-tej odśpiewano Godzinki, cała rodzina żegnała Obraz i uroczyście odnosiła do kościoła. We Mszy św. uczestniczyły dwie rodziny: ta, która odniosła Obraz i ta, która brała.
Przywitanie Obrazu przez ministrantów i dzieci szkolne.
Lipiec, 1964 rok. Wielka nadzwyczajna uroczystość. Parafię Wiry nawiedził Obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej. Przybycie obrazu poprzedziły wielkie przygotowania. Przede wszystkim przygotowanie duchowe - misje i spowiedź. By godnie przyjąć Matkę Bożą w przygotowania włączyli się wszyscy parafianie. Organista ćwiczył śpiew. Kościół świeżo odmalowany, wysprzątany, ustawione dekoracje ołtarza - ołtarz ubrany kwiatami magnolii. Wieńce zdobiły ambonę, ściany kościoła wewnątrz i na zewnątrz, drzwi i bramę. Cały mur po zewnętrznej stronie oplatał wieniec ubrany flagami i kwiatami. Na wierzchołku wieży elektryk Michał Winiarz umieścił z białego płótna 2,5 metrowy krzyż z żarówkami wewnątrz. Dzięki temu był on widoczny z daleka. Przygotowano bramy powitalne. Wszyscy funkcyjni mieli uszyte kolorowe szarfy. Na spotkanie obrazu, by było uroczyściej, wyruszyła w stronę Mysłakowa grupa na motocyklach, a większa liczebnie banderia na koniach w krakuskach. Przybyły tłumy ludzi z tutejszej parafii, z sąsiednich oraz ze Świdnicy. Mimo tłoku wszystko przebiegało sprawnie pod kierownictwem Ojca Misjonarza. W uroczystości brał udział ksiądz biskup Wincenty Urban i wielu przyjezdnych księży. Auto wiozące obraz zatrzymało się na udekorowanym placu wiejskim. Po opuszczeniu samochodu Obraz procesjonalnie został przeniesiony na plac kościelny i dookoła kościoła, potem wniesiony do świątyni i umieszczony na ołtarzu. Pierwsi nieśli go księża, potem ojcowie, następnie matki, z kolei kawalerowie i na końcu panny. Adoracja, modlitwy i śpiewy trwały od południa, przez całą noc i następny dzień do wczesnego wieczora. Msze św. odbywały się - jedna wieczorem i trzy dnia następnego. Z Wir w asyście odprowadzających Obraz odjechał do Pszenna.
na zdjęciu ks.Biskup W. Urban oraz ks. dziekan Dionizy Baran
tak był przybrany wieńcami mur przykościelny
Obraz niosą ojcowie rodzin
delegacja ojców żegnająca Obraz z Mysłakowa
Obraz przewożono tym samochodem-kaplicą
procesja wokół kościoła
najmłodsi parafianie
Obraz niosą panny
Rok 1966 to rok niezwykły. Millenium chrześcijaństwa Polskiego, kwiecień, dzień chrztu. Główną uroczystość poprzedziły przygotowania - rekolekcje i spowiedź wszystkich parafian oraz dekoracja kościoła. Uroczystość wypadła w dzień powszedni, mimo to świątynia ledwo pomieściła przybyłych na nabożeństwo. Panował podniosły nastrój. Na "Gloria" rozdzwoniły się wszystkie dzwony, dzwonki i dzwoneczki kościelne - ciarki na plecach i świadomość doniosłości chwili.
Przez lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte i siedemdziesiąte na zakończenie Dni Krzyżowych procesja z krzyżem, chorągwiami i ludem udawała się drogą polną ze śpiewem "Litanii do wszystkich Świętych", następnie zatrzymywano się wśród pól, gdzie ksiądz modlił się i błogosławił polom i plonom. Na każde odbycie procesji poza murami kościoła trzeba było mieć zezwolenie. Należało pisać podanie do władz powiatowych (Resort Wyznań) i dopiero za ich zgodą - realizować. W późniejszych latach przed stanem wojennym po raz drugi Obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej rozpoczął peregrynację po kościołach dekanalnych. Każda parafia dekanatu miała wyznaczony czas adoracji Obrazu. Parafii Wiry na czuwanie i adorację wypadły godziny nocne - od 24-tej do 3-ciej. Duża grupa ludzi wyszła z Wir po zachodzie słońca. Jan Marciniszyn niósł procesjonalny krzyż ubrany kwiatami. Do grupy pielgrzymów dołączyli mieszkańcy Wirek i Gogołowa. Ludzie szli śpiewając pieśni maryjne i odmawiając modlitwy. Na odbycie tej pielgrzymki do Obrazu nie było pozwolenia. Wierni szli z pewną dozą strachu, bo czasy były niespokojne. Od Miłochowa na rowerze towarzyszył pielgrzymce milicjant. Jechał obok idących, ale nikogo nie zaczepiał. Ludzie zachowywali się, jakby nikogo obcego nie widzieli. Szli dalej modląc się i śpiewając. Przed kościołem św. Stanisława w Świdnicy czekał na pielgrzymów z Wir ksiądz proboszcz Władysław Pelc, który wcześniej przyjechał samochodem. Wprowadził swoich parafian do kościoła i uczestniczył z nimi w adoracji do godziny 5-tej rano. Po godzinie piątej pierwszym autobusem do Wir pielgrzymi wrócili do domu.

Wspomnienia spisała Pani Jadwiga Kulik  




Msza prymicyjna ks. Michała Machała - rok 1980




Inne zdjęcia:

1977 - poświęcenie dzwonów - 30-lecie Parafii Wiry
Dekoracja ołtarza na I Komunię św. - rok 1975.
Wiry - skan starej pocztówki.



Zdjęcia sprzed roku 1945 (dostarczył je prof. dr Andreas Klose z Poczdamu)


ks. Paul Menzel (1863-1928)
proboszcz parafii w latach 1913-1928

ks. Karl Rohn (1874-1930)
proboszcz parafii w latach 1928-1930

Parafialne pielgrzymki do Wambierzyc, ok. 1935 r.

Poświęcenie dzwonów, ok. 1928 r.

Pocztówki z Wir

Pocztówki z Wirek

Pocztówki z Tąpadł